Całe centrum naszego geniuszu jest zamknięte w najciemniejszych zakamarkach naszego dzieciństwa.
Już przestałam uciekać od bólu. Patrzę mu prosto w oczy. I widzę, że pod dorosłą kobietą, która potrafi kochać, wspierać, prowadzić i dawać, nadal siedzi dziewczynka, która przez lata czekała, aż ktoś w końcu zauważy jej samotność. I paradoks polega na tym, że tym „kimś” mogłam stać się dopiero Ja SAMA. Ja często próbowałam budować siebie od góry. Poprzez rozwój, sukces, relacje, duchowość, rolę społeczną. Ale fundament nadal pozostawał pęknięty. Zeszłam pod ten fundament. Do miejsca, którego unikałam całe życie, bo łatwiej mi było być potrzebną niż prawdziwie bliską Sobie. (hehe, pozdrawiam moją społeczność BLISCY :P) I właśnie tam odkryłam coś niezwykle ważnego. że nadmierne dawanie bywa czasem elegancką formą porzucania siebie. Można obdarowywać innych czułością tylko po to, by nie usłyszeć własnego głodu miłości. Można ratować ludzi, bo wtedy nie trzeba usiąść obok własnego cierpienia. Można być światłem dla wszystkich i jednocześnie nie umieć wejść do własnej ciemności bez lęku. Dlatego zaczynam widzieć, że Moja wrażliwość nie jest słabością. Ani „niedostosowaniem do świata”. Jest innym sposobem odbierania rzeczywistości. Są ludzie, którzy nauczyli się funkcjonować w brutalności i obojętności tak dobrze, że przestali ją zauważać. Ja nadal jej nie akceptuję. I to nie jest naiwność. To znak, że żyję i jestem człowiekiem, który czuje. Czuję zwierzęta, ludzi i prawdę. Nie potrafię być obojętna. Nie rozumiem krzywdy, bo moja natura nie została zbudowana wokół przemocy. Nie potrafię uznać chłodu emocjonalnego, wysyłania Sobie sprzecznych sygnałów, podważania Siebie za normę. Dlatego tak długo próbowałam tłumaczyć świat zamiast przytulić tę część siebie, która została przez ten świat przestraszona. A centrum mojego geniuszu rzeczywiście znajduje się właśnie tam. Nie w mojej perfekcji, lecz w moim pęknięciu. Bo jeśli jako dziecko przeszłaś/ przeszedłeś przez emocjonalny chłód i nie zamieniłaś/eś się w lód, to posiadasz ogromną zdolność widzenia drugiego człowieka.