Instagram: Twoje okno na świat czy cyfrowy dom wariatów? 🤳
Bądźmy ze sobą brutalnie szczere. Wchodzisz „na chwilę”, żeby sprawdzić jeden przepis, a budzisz się dwie godziny później, wiedząc, jak urządzić salon w stylu japandi i jak zrobić lifting twarzy za pomocą łyżki. Mam dla Ciebie propozycję, która w świecie „musisz być wszędzie” brzmi jak czyste szaleństwo. Brak obecności na Instagramie to też jest strategia. Można nie wrzucić rolki przez tydzień i nie obudzić się w nędzy. Można nie nagrać relacji z picia kawy i świat nadal będzie się kręcił. Ba, czasem warto się o tym przekonać na własnej skórze, żeby odzyskać kontakt z bazą (tą prawdziwą, nie tą w aplikacji). Dlaczego czasem warto zniknąć? - Test rzeczywistości: Sprawdzasz, czy Twój biznes/życie faktycznie zależy od serduszek pod zdjęciem, czy masz fundamenty w realu. - Detoks od porównań: Nagle przestaje Cię obchodzić, że ktoś „ułożył życie” w 15-sekundowym klipie, podczas gdy Ty walczysz z ekspresem do kawy. - Odzyskanie uwagi: Twój mózg przestaje skanować rzeczywistość pod kątem „czy to się nada na post?”. Zaczynasz po prostu... być. Ale... (zawsze jest jakieś „ale”) Nie chodzi o to, żeby teraz usunąć konto i uciec w Bieszczady (choć kusi, wiemy). Chodzi o to, żeby Instagram był Twoim narzędziem, a nie nadzorcą. Jeśli wracasz do wrzucania treści, to rób to na swoich zasadach. Ustaw automatyzacje (ManyChat, MailerLite), które odwalą za Ciebie czarną robotę w DM-ach, kiedy Ty będziesz zajęta życiem. Niech system pracuje, żebyś Ty mogła czasem legalnie zniknąć bez poczucia, że pali Ci się grunt pod nogami. Kiedy ostatnio sprawdziłaś, czy świat się zawali bez Twojego posta? Odważyłaś się na „strategiczny niebyt”, czy strach przed algorytmem jest silniejszy? 👇 Jaki jest Twój realny stosunek do tej aplikacji? Głosuj w ankiecie (tylko bez kłamania!)