"Przed spotkaniem pytałem o Ciebie znajomych. Sprawdziłem Cię"
Miałam ostatnio rozmowę, która dała mi sporo do myślenia o networkingu, zaufaniu i rekomendacjach. Po skończonym kursie umówiłam się z dwiema osobami z naszej grupy na spotkanie - konkretnie po to, żeby zastanowić się, czy da się zrobić razem coś zawodowo. Znaliśmy się więc nie tylko z Internetu. Spędziliśmy wcześniej kilkanaście godzin przy jednym stole podczas szkolenia offline, rozmawiając, pracując razem, obserwując się nawzajem w różnych sytuacjach. Dla mnie to już było całkiem sporo. Na tyle, żeby poczuć: czy mam z kimś flow,czy podoba mi się sposób, w jaki myśli i działa, czy widzę przestrzeń do dalszego kontaktu albo współpracy. Podczas tej rozmowy usłyszałam jednak dwie rzeczy, które mnie zatrzymały. Pierwsza: „Przed spotkaniem pytałem o Ciebie znajomych. Sprawdziłem Cię.” Przyznam - było to dla mnie zaskakujące. Trochę niewygodne. Ale też… z biznesowego punktu widzenia bardzo racjonalne. Druga była jeszcze ciekawsza. Usłyszałam mniej więcej: „Mogę Cię kiedyś polecić… ale dopiero kiedy zobaczę, że sama potrafisz zdobywać klientów.” I znowu - moja pierwsza reakcja była mieszana. Bo z jednej strony pomyślałam: przecież często polecamy ludzi dlatego, że ich poznaliśmy osobiście, dobrze nam się z nimi rozmawiało, zrobili na nas dobre wrażenie. Tak działa przecież duża część networkingu. Ale z drugiej strony: czy to naprawdę wystarczy, żeby polecić kogoś swoim nazwiskiem? Czy dobra rozmowa i intuicja wystarczą? Czy potrzebne są dowody działania, efekty, klienci, doświadczenie? I zaczęłam się zastanawiać: co dla Was jest momentem, w którym rekomendujecie kogoś dalej? Co musi się wydarzyć, żeby powiedzieć :„tak — mogę tę osobę polecić”? Wystarczy osobiste poznanie? Dobre wrażenie? Wspólne doświadczenie? A może dopiero konkretne rezultaty? Bardzo jestem ciekawa, jak Wy to czujecie, szczególnie w biznesie opartym na relacjach 👇 Dajcie znać w komentarzu.