W niedzielę był spacer naszej społeczności
Byłam tylko ja, ale spacer się odbył. Mogłam zawrócić do domu albo po prostu o tym nie mówić. Mogłam też wejść w analizę, czy wystarczająco dobrze to ogłosiłam, czy dotarło, czy zrobiłam wszystko jak trzeba. Ale zamiast tego uznaję, że to jest dokładnie ten etap, którego nie da się przeskoczyć. Tak wygląda początek. Nie straciłam na tym spacerze nic. Przeszłam 11 tysięcy kroków, byłam w lesie, w słońcu, miałam czas dla siebie. A jednocześnie zrobiłam coś, co buduje tę społeczność w praktyce, a nie tylko w teorii, nawet jeśli na razie jestem w niej sama offline. Będą kolejne terminy. I prędzej czy później ktoś dołączy, ale to nie wydarzy się, jeśli takie rzeczy przestaną się dziać tylko dlatego, że za pierwszym razem nikt nie przyszedł. Jeśli myślisz, że kiedyś mogłabyś się przyłączyć, daj mi znać, co jest dla Ciebie realne: