Słyszę szepty za plecami. Domownicy coś tam buczą pod nosem że: "ile można, ciągle małpy..." "wstaje o 7 rano, a do pracy nie idzie i z telewizora ciągle jak mantra ten sam głos leci - siemanko" "może coś go boli, spać nie może, kula się po ziemi" No i dobra, przecież nie rozumieją ci co smaku banana zrywanego z korony drzew na świeżo nie znają... Myślę pal-to-licho idę dziś na rower . . .