Dzisiaj złapałam się na czymś bardzo niewygodnym. Miałam proste zadanie: wrzucić event, który realnie może przynieść sprzedaż. Nic skomplikowanego, żadnej wielkiej strategii, mechaniczna robota. I oczywiście zaczęłam to odkładać. Nie dlatego, że się boję oceny. Nie dlatego, że nie wierzę w ofertę. Tylko dlatego, że mój mózg krzyczał: „zrób coś bardziej atrakcyjnego”. Niestey wiem już, że gonienie jak króliczek Duracella za każdym kolejnym pomysłem gdzieś na końcu prowadzi do wilekiej frustracji. Więc zawróciłam i wstawiłam. Czy byłam szczęśliwa / podekscytowana / uskrzydlona? Nie. Ale mam satysfakcję z tego, że ruszyłam w zaplanowanym kierunku i nabrałam jeszcze więcej zaufania do samej siebie.