Ostatnio złapałam się na czymś niewygodnym.
Myślałam, że buduję biznes, bo ciągle coś tworzę. Nowe materiały, pomysły, kierunki. Czułam ruch, zaangażowanie, nawet dumę.
A prawda jest taka, że często było to… omijanie najważniejszego momentu.
Bo tworzenie jest bezpieczne. Sprzedaż już nie.
Dopiero kiedy zaczęłam wystawiać rzeczy i patrzeć, czy ktoś faktycznie chce za nie zapłacić, zobaczyłam różnicę. Tam kończą się wyobrażenia, a zaczynają dane. I to bywa niewygodne.
Bo brak reakcji łatwo pomylić z „coś jest ze mną nie tak”, zamiast zobaczyć to jako informację: o dopasowaniu, komunikacie, potrzebie.
Teraz uczę się zatrzymywać w tym miejscu, zamiast uciekać w kolejne pomysły. I coraz częściej zadaję sobie jedno pytanie: Czy ja teraz naprawdę buduję… czy tylko elegancko unikam zderzenia z rynkiem?
A u Ciebie, gdzie ostatnio zamiast sprawdzić reakcję ludzi, wybrałaś tworzenie czegoś nowego?